O opatrzności i przeznaczeniu frg.2

Total votes: 1645

Hierokles

Omówienie Focjusza: Biblioteka, Kodeks 251

przekład: Oktawian Jurewicz

Przeczytaliśmy Traktat o Opatrzności Hieroklesa.

Dlaczego to, zapytuje autor, wyliczam ci kilku ówczesnych uczniów Platona, którzy nie trzymali się słusznej koncepcji Boga Demiurga? Uważali oni, że Bóg nie mógł stworzyć świata w całości mocą swej potęgi i mądrości działając przez całą wieczność; nie może On tworzyć inaczej, jak tylko operując przedwieczną materią i naturą, która nie wywodzi swojego bytu od Niego. Wszystko miało preegzystencję w rzeczonej materii, a Bóg tak jakby w pewnym stopniu nadał zarysy materii, wprowadził do niej ład i dokonał jej wyboru, ale to byłoby raczej drobnym zajęciem niż aktem dobroci Bożej. Czy na podstawie swojej wiedzy usiłowałby wprowadzić porządek do elementów, których nie stworzył, podczas gdy porządek niewątpliwie istniał w ich przedwiecznej naturze? To bowiem, co istnieje samo przez się, pozostając niestworzone, jeśli łączy się z czymkolwiek, to połączy się z tym wbrew własnej naturze. Zaznawać na sobie działania przeciwnego własnej naturze oznacza zło dla istoty dotkniętej zmianą, tak że nie byłoby dobre również dla materii, o której mowa, gdyby była uporządkowana, jeśli jest przedwieczna i istnieje nie tylko poza czasem, lecz również poza przyczyną w tym rozumieniu, w jakim mówimy o Bogu - Istocie przedwiecznej.

Lecz sam Bóg nie będzie nieskalany [461 a] wszelkim rodzajem zła, jeśli zaczął tworzenie od jakiegoś złego aktu i postawił sobie za cel ustalić porządek przeciwny naturze w bycie przedwiecznym, takim jak On, i nie pozwolił na to, żeby byt, ten Jego bliźniaczy brat, którego stworzył samoistny ruch, pozostał w swoim ładzie przedwiecznym. Nie bierzemy pod uwagę faktu, że nie jest rzeczą możliwą stać się władcą czegoś, co pozostaje przedwieczne na tej samej zasadzie, czy to usiłuje się z całej wieczności dojść do władztwa, czy to przystępuje się do tego w określonym czasie. I bylibyśmy jeszcze bardziej dalecy od prawdy, gdybyśmy przypuszczali, że Bóg z powodu niedostatku energii zaczął wprowadzać swój ład, co oznaczałoby, że takie postępowanie odbiera mu możliwość pozostania Istotą niezmienną w swojej własnej naturze. Jeśli lepiej byłoby nie działać, to jak by mógł przejść do działania, a jeśli byłoby lepiej działać, to dlaczego nie działał począwszy od całej wieczności, aby działanie z całej wieczności przynajmniej wydawało Mu się nieobojętne? Chyba że ktoś powiedziałby, że z natury może On kolejno tworzyć i niszczyć, ale nie ma mocy tworzenia rzeczy wiecznych, ponieważ złośliwość materii, którą się posługuje, odrzuca porządek narzucony, przemijający i stale powracający (jak można by powiedzieć) do swego prawiecznego nieporządku; tak więc wraz z upływem czasu istniałby na zmianę raz porządek, raz nieporządek, który górowałby nad pierwszym, albo (by rzec dokładniej) mamy tu do czynienia z ciągłym nieporządkiem, ponieważ porządek jest stanem przeciwnym naturze; temu, kto myśli logicznie, zawsze będzie się objawiał nieporządek.

Wielu uczniów Platona i Arystotelesa poświęcało swój zapał i trud, żeby wykazać swoim nauczycielom sprzeczności w głównych punktach ich doktryn, posuwając się w zamiłowaniu od sporu i zuchwałości aż do fałszowania pism swych mistrzów, by tym lepiej wykazać, jak spierali się oni między sobą. I to nieszczęsne postępowanie nie przestawało szerzyć się w szkołach filozoficznych aż do czasów Ammoniusza z Aleksandrii, ucznia samego Boga.

Ammoniusz pierwszy entuzjazmował się prawdą filozofii i nie przywiązywał wagi do zapatrywań tłumu, które jedynie dyskredytowały filozofię. Bezstronnie rozpatrywał poglądy obu myślicieli, sprowadzał je do jednej i tej samej myśli, po czym przekazywał wszystkim swoim uczniom filozofię nie rozdartą na różne szkoły; czynił to zwłaszcza dla najlepszych uczniów, którzy stale z nim obcowali, a mianowicie dla Plotyna, Orygenesa i ich następców.

[461 b] Platon utrzymywał, powiada autor, że jedynie dusze ludzkie przechodzą z jednego ciała do drugiego; nie po prostu z ciała do ciała, lecz wyłącznie z ciała człowieka do ciała człowieka. Nigdzie natomiast nie twierdził, że dusze zwierząt mogą przejść do ciał ludzkich albo że dusze ludzkie mogą się wcielić w zwierzęta.

Platon, mówi dalej autor, przyjmuje prawieczne istnienie Boga Demiurga, pana wszelakiego stworzenia widzialnego i niewidzialnego, który nie wywodzi się z czegoś, co by istniało przed nim. Wola Jego bowiem wystarcza dla istnienia bytów. Przez połączenie natury cielesnej z tworem bezcielesnym świat, stworzony z obu tych elementów, istnieje jako doskonały; jest równocześnie podwójny i jedyny. Istnieją w nim byty wyższe, średnie i niższe. Pierwsze nazywa on niebiańskimi i bogami; średnie są istotami mającymi rozum i eterycznymi oraz demonami dobrymi, które oznajmiają i wyjaśniają ludziom to, co dla nich jest dobre. Na końcu jako ostatnie są byty ziemskie, wyposażone w rozum, oraz dusze ludzkie i ludzie nieśmiertelni.

Byty wyższego rzędu kierują bytami rzędu niższego; nad wszystkimi panuje Bóg ich Stwórca i Ojciec, którego królestwo ojcowskie jest Opatrznością wyznaczającą dla każdego gatunku to, co go dotyczy. Opatrzności towarzyszy sprawiedliwość nazywana Losem. Los nie jest bezwzględną koniecznością astrologów ani przymusem stoików, ani takim, jaki wyobraża sobie Aleksander z Afrodyzjady, utożsamiając go z platońską naturą ciał, ani naszym przeznaczeniem, które można zmienić za pomocą zaklęć i ofiar, jak sądzą niektórzy. Przeciwnie, Los jest działaniem sprawiedliwości Boga, który osądza wydarzenia według planów Swej opatrzności za pośrednictwem poleceń i zakazów, włada naszymi sprawami i kieruje je ku wyborowi, jakiego dokonujemy wśród naszych własnych, dobrowolnie podejmowanych czynów.

Opatrzność i ład także emanują z Boga Demiurga i obejmują wszystkie rodzaje bytów nieśmiertelnych, a przede wszystkim, i to najściślej, pierwsze z tych, które wywodzą swój początek wprost od Niego i następują bezpośrednio po Nim, mając pełny udział w dobrach nadzmysłowych. Z trzech rodzajów istot rozumnych, żyjących na świecie, najwyższy i pierwszy rodzaj dzieł Stwórcy odznacza się niezmiennym w niczym i niezróżnicowanym podobieństwem [462a] do Niego i całkowicie mieści się w rzędzie boskim; tak określamy rodzaj istot niebiańskich. Drugi rodzaj posiada naturę boską w drugim rzędzie i w mniejszym stopniu. Nie został on dopuszczony do uczestnictwa w niezmiennym i niepodzielnym podobieństwie do Demiurga; bez żadnej straty i szkody dla siebie podlega dziedzicznym prawom; przyznajemy mu właściwości istot eterycznych. Trzeci rodzaj jako ostatni z rodzajów boskich nie tylko należy do rzędu niższego od doskonałych istot niebiańskich, gdyż ulega niektórym zmianom, lecz także sytuuje się poniżej istot eterycznych, dlatego że od czasu do czasu ulega złu. Udziałem istot niebiańskich jest to, że zawsze pojmują Boga, posiadają znajomość Boga i pozostają z Nim w łączności. Ustawiczne pojmowanie Boga w najdrobniejszym szczególe dane jest istotom z rodzaju eterycznych; rozumieć Go nie zawsze, a tylko częściowo - to właściwość przypisana duszom ludzkim, które z natury są pozbawione pełnej umiejętności rozumienia, jakie posiada rząd istot niebiańskich, i którym brak jest bogatej wiedzy wrodzonej istotom eterycznym; te dusze nie myślą ani jednorazowo, ani wiecznie, kiedy jednak wznoszą się do wysokości myślenia, naśladują w poznawaniu istoty eteryczne i łączą się z nimi, zadowolone, w kontemplacji istoty dającej się pojąć rozumem. Po trzecim rodzaju istot myślących, które bądź oddają się myśleniu, bądź nie, mógłby w rzędzie doskonałego podziału znajdować się ten, co to nigdy nie myśli, z natury jest pozbawiony możności myślenia i nie może w jakiejkolwiek mierze uczestniczyć w prawdzie i w cnocie. Dlatego właśnie należy odrzucić pogląd, że tego rodzaju twór byłby dziełem Demiurga. Jakże ten, kto nie ma rozumu i zdolności myślenia mógłby być obrazem Boga - Istoty myślącej? Każdy obraz Boga jest oczywiście mądry i rozumny, potrafi poznać samego siebie i swego Twórcę.

Powinniśmy, mówi autor, zdawać sprawę z naszych uczynków na ziemi istotom, którym przypadł w udziale rząd średni; są one bowiem naszymi strażnikami i przywódcami. Całe ich działanie wobec nas nazywa się przeznaczeniem, które kieruje naszymi sprawami zgodnie z prawami sprawiedliwości. Jeśli te strażniczki, powiada autor, strzegą życia wyznaczanego nam według naszych zasług, to jest rzeczą, oczywistą, że mogłyby one zupełnie dobrze pełnić rolę czuwających nad spełnieniem się czasu, jaki los wyznaczył każdej jednostce. Powinien być także określony czas ochrony życia ustalonego wyrokiem losu, a rodzaj śmierci - oznaczony w tym samym momencie co i czas trwania życia, ponieważ jest on kresem istnienia, na które się zasłużyło. Gdy zostały już ustalone urodziny, musiała być także ustalona i śmierć.

[462b] Początek naszego losu określa przeznaczenie, które również ustala godzinę zejścia z tego świata; taka jest wola Boża i takie boskie prawo sprawiedliwości. W ten sposób nad ustalonym czasem śmierci będzie czuwał los, który oznaczy moment przejścia z tego życia do tamtego. Dlatego również są określone przyczyny, i te, które sprawiają, że przychodzimy na świat, jak i te, które powodują, że odchodzimy z życia. Jeśli bowiem są one nieokreślone, to nieokreślone jest także całe życie i nie ma ono nad sobą wyższego kierownictwa.

Gdzie jeszcze i w jakich istotach zamieszka troska o sąd Boży i sprawiedliwy podział, jeśli wszystko, co dotyczy naszego ciała i spraw zewnętrznych, dzieje się przypadkowo, niezależnie od nas? My bowiem nie pozostawimy tych kwestii w nieporządku i nie będziemy twierdzić, że wolny wybór duszy, jej osądy, dążenia wypływają z wyższej konieczności, ponieważ oznaczałoby to, że przypisywalibyśmy odpowiedzialność za występek i za cnotę nie sobie, lecz przeznaczeniu.

Nie jest też rozsądne przypisywanie wszystkiego konieczności - mam tu na myśli to, co postrzega nasza dusza, oraz rzeczy świata zewnętrznego jak i nie jest rozsądne łączenie wszystkiego z nierozumnymi i niekontrolowanymi porywami, ponieważ rozum kieruje wszystkim, a Bóg jest sprawczą przyczyną świata. Trzeba zatem wyjaśnić, że wolny wybór zależy od nas, a skutki tego wyboru zależą od istot eterycznych, ponieważ Bóg wyznaczył je na naszych sędziów; zajmowanie się naszymi sprawami leży w ich naturze. Jeśli chodzi o nas, są tu trzy możliwości: albo wszystko jest przymusem, albo nic; wszystko się odbywa pod przymusem lub nie, albo też przebiega tak, jak trzeba. Powyższe możliwości są jednako niedorzeczne; odrzucają całe pojęcie Opatrzności. Myśl słusznego podziału zakłada istnienie Opatrzności, od której jest zależne przeznaczenie. Sąd opatrznościowy kieruje sprawami ludzkimi zgodnie ze sprawiedliwością i prawem;

wymaga on zasady naszej wolnej woli i wolnego wyboru; także przeznaczenie jest częścią całości będącej Opatrznością; stanowi Jej część ustanowioną dla dusz ludzkich jako ich sędzia.

Działanie dusz ludzkich, ich wolna wola i to, co się nazywa „zależnym od nas", mają za boskich sędziów rozumną zasadę nierównego podziału. Początek istot śmiertelnych pozbawionych rozumu uważa się za dzieło przypadku. Nie zawsze bowiem, zgodnie z porządkiem i logicznym wartościowaniem rzeczy, ogień, który gaśnie, powstaje z powietrza; woda tworzy się z zagęszczonego powietrza; jedne pokarmy formują ciało konia czy psa, a inne kształtują jeszcze coś innego; przecież wszystko może pochodzić ze wszystkiego dzięki przypadkowym zmianom z tego powodu [463a], że wspólne są właściwości materii i wspólna jest jej zdolność do przeobrażania we wszystkie rzeczy, które podlegają rozkazowi i konieczności kierowanej przez Boga; tak więc wszystkie rzeczy istnieją zgodnie z prawami ich gatunku i w swym następstwie podlegają wiecznie przyczynom, jakie powołały je do istnienia.

W żadnym gatunku zwierząt i roślin oraz tworów nieożywionych nic nie zostało określone ani ustalone jako właściwość nadana w sprawiedliwym podziale, gdyż nie należało się im żadne wynagrodzenie z tytułu poprzedniego istnienia, ale też nie powinny one spodziewać się tego, że będą zdawały rachunek za czyny popełniane w tym życiu. Nic im nie przyszło z tego, że z wyroku Bożego obniżyła się sfera eteryczna w celu ich ponownego wychowania, aby mogły znowu dokonać wzlotu. Tak też za każdym razem u ludzi dusze rozumne i nieśmiertelne, które schodzą niżej, powinny znaleźć wśród swych bliskich dużo troski i zabiegów, które by skierowały na dobrą drogę ich skłonność do zła. Dlatego właśnie cierpią i dokonują wyboru wśród swych cierpień, później znowu wybierają i cierpią zależnie od zasługi, jaką położyli w dokonaniu wyboru.

Dlatego właśnie u istot bezrozumnych dużo miejsca zajmuje i przypadek, i to, co nie podlega sądowi Bożemu. W naszych ludzkich sprawach fakt, który wydaje się dziełem przypadku, spełnia służebną rolę wobec losu wyznaczonego wolą przeznaczenia. Tak więc wydaje się, że cierpimy zupełnie przypadkowo i tak samo jak zwierzęta, tymczasem w naszym ciele i w sprawach zewnętrznych podlegamy temu, co postanowiła czuwająca nad nami sprawiedliwość: a są to stany napięcia i odprężenia będące wynikiem naszych doznań, jak i wszystkie ich zmiany, które pobudzają wolną wolę naszej duszy do zdrowego działania, co dzieje się dość szybko, jeśli dusza życzliwie przyjmie zaznane doświadczenia. Jeśli natomiast przed tymi doświadczeniami jej postępowanie było zuchwałe i bezmyślne, spełni się to dopiero po licznych i długich cyklach czasu. Wówczas dopiero dusza ściąga na siebie karę za swą nieświadomość i w nie mniejszym stopniu zmierzą drogą cierpień ku swej powinności.

Duszę, powiada autor, której gorliwość do jakiegokolwiek wyboru nie jest wolna od narażenia się na karę, uważa się za godną tego, by kierował nią wyższy rząd istot, zresztą jej najbliższy; zawsze znajduje ona sprawiedliwość, oczyszczenie lub karę, na którą zasługuje za swe postępowanie. Wybór zależy od duszy, lecz wynik tego wyboru określa sąd Opatrzności i Ona podejmuje ocenę jej postanowień, na jaką zasługuje. Mówi się o nas, że wybieramy sobie i zarazem otrzymujemy jedno i to samo życie. Nagroda związana z naszymi uczynkami uwidocznia jednocześnie akt naszej wolnej woli i władztwo Boże, tak że od początku do końca dysponujemy całkowitą wolnością [463b] w działaniu, chociaż w nierównym dla wszystkich stopniu, ale my sami nie zawsze dbamy tak jak trzeba o tę wolność. Nagrody za nasze uczynki nie są bezwzględne i w tym zawiera się przeznaczenie, które wiedzie nas z jednej lub z drugiej strony; jest to splot i spotkanie się wolności człowieka i osądu Boga; tak więc po dokonaniu wyboru, na jaki się zdecydowaliśmy zgodnie z naszą wolną wolą, często doświadczamy tego, czego nie chcemy z powodu sądu Bożego, który następuje niezawodnie. W całym naszym zdeterminowanym życiu znajduje się wszystko, co dotyczy istnienia ludzkiego, a zwłaszcza chwila i rodzaj śmierci, które zostały jednocześnie ustalone z wyroku przeznaczenia.

Warto wiedzieć, mówi autor, że dusza zwracając się do rozumu nie jest wolna od słabości, która odbiera jej rozum, ale też u szczytu zła nie zatraca możliwości powrotu do rozumu i wyrażenia szczerej skruchy. Dusza ludzka bowiem ze swej natury uczestniczy jednocześnie w szczęściu Bożym i w przeznaczeniu człowieczym oraz bierze udział w jednym i drugim, ponieważ to jest zgodne z zamiarami Bożymi, które zostały podjęte dla tych obu celów. Tak więc dusza ludzka może postępować zgodnie ze swą naturą, a jeśli spędza ona więcej czasu tam na wysokościach niż tu na ziemi, to dzieje się tak zgodnie z jej własnym postanowieniem. Dlatego niektóre dusze, według panującej opinii, wypełniają cykle dziesięciu tysięcy lat, a inne trzech tysięcy; ich cnota skraca im tę drogę, po której wędrują, a umiłowanie dobra ogranicza czas ich pobytu na ziemi.

Z księgi drugiej

Autor powiada: elementy, które według powszechnej opinii działają zgodnie ze swoją istotą, pozostają niezmienne w swej naturze i energii, niczego nie wydzielają z siebie i nie przejawiają ruchu dla pobudzenia do życia istot zradzanych; natomiast z faktu, że są tym, kim są, doprowadzają do rozrodczości bytów niższego niż ich rzędu, z czego wynika, że nie posługują się materią, nie działają od pewnego momentu i nie zaprzestają działania w określonym czasie; to, co powstaje, nie istnieje poza działaniem tego, co je tworzy. Te wszystkie istoty są produktem pochodzącym z działania przygodnego, podobnie jak wynik działania tego, kto buduje dom, czy w innych podobnych wypadkach.

Powiada dalej: Platon mówi w Fajdrosie: „Miejsca, które znajduje się ponad niebem, nie opiewał nigdy dotąd żaden poeta na ziemi, ani też nigdy nie będzie opiewać go tak godnie, jak na to zasługuje. Tu filozof nie mówi o miejscu we właściwym tego słowa znaczeniu (tym miejscem jest to, co zawiera ciała), lecz o miejscu [464a] w sensie bytu jakiegoś gatunku nadniebnego i rozumnego. To tak samo jak my zwykliśmy mówić dyskutując o jakichś kwestiach: dotarłszy do tego „miejsca" dyskusji, będziemy mówić..., wymienimy punkt naszego widzenia i dany aspekt spraw związanych z „miejscem".

W Prawach, rzecze autor, Platon ukazuje doskonałość Opatrzności Bożej wobec nas i powiada, że Bóg panuje nad wszystkim, a wraz z Nim przypadek i traf panują nad wszystkimi sprawami ludzkimi. Wynika z tego w sposób oczywisty, że Platon przydzielił istotom nie zaznającym cierpień i zawsze doskonałym, a przez to i bezgrzesznym, Opatrzność Bożą niepokalaną i jednolitą, podczas gdy dla istot, które od czasu do czasu zniżają się do poziomu głupoty i dają się ogarnąć złości, przyznał opatrzność utworzoną ze zmieszania przypadku i trafu w ich mnogości.

Tak więc przydzielanie zawczasu dóbr i zachowywanie tych, które są własnością naturalną, jest działaniem właściwym dla nieskalanej Opatrzności, natomiast poprawianie poleceń przeciwnych naturze i karanie za przekroczenia - należą do opatrzności materialnej, która wykorzystuje w tym celu przypadek i traf. Nie na podstawie z góry podjętego zamiaru sąd Boży zsyła nieszczęścia na jednych, a szczęściem i rozkoszami obdarza drugich, lecz na podstawie zasług w naszym poprzednim życiu, ponieważ wyrok sędziów zasiadających w naszych sprawach jest podobny do sztuki medycznej; zajmuje się ona ludźmi, którzy zachorowali bez żadnej przyczyny zewnętrznej, i we właściwym czasie stosuje chorym skuteczne, niezbędne do wyleczenia leki. Dlatego wartość uczynków, które czekają na

osądzenie, jest za każdym razem różna i zmieniająca się pod wpływem naszych nieprzewidzianych zachowań; sprawia ona, że jednocześnie zajmują się nami i przypadek, i opatrzność. Rodzaj wagi właściwy dla każdego z osobna uczynku powoduje nadejście w odpowiedniej chwili kary i oczyszczenia. Kiedy los i okazja działają w połączeniu z Opatrznością Bożą, wówczas tworzy się z nich jeden związek; staje się on przebaczeniem, które przejmuje los wywoływany wolą człowieka i sprawia, że dzięki zrządzeniu boskiemu powstaje stosowna okazja. Do sztuki należy określanie rodzajów leczenia, a stan chorobowy człowieka decyduje, czy trzeba dokonać nacięcia, kauteryzacji lub jakiegoś innego zabiegu. Platon, mówi autor, często i w wielu miejscach snuje podobne rozważania nad naturą ludzką i nad opatrznościowym losem, który nami steruje we właściwym kierunku.

[464b] Platon, mówi dalej autor, wyjaśniając różnicę, jaka zachodzi między filozofem i człowiekiem zakochanym, i to, z jakiego powodu uznaje ich obu za jednakowych, powiada, że prawdziwym filozofem jest ten, kto zakochał się w czystej kontemplacji i trzyma się z dala od działalności państwowej; resztę ma za nic, przygotowuje się do ćwiczeń w oczywistych cnotach i wznosi się do świętej doskonałości - jak wyjaśnia w Teajtecie. Taki zatem człowiek jest według Platona dobrym filozofem.

Zakochanym nazywa tego, kto kochał chłopców miłością filozoficzną i uprawiał cnoty pobudzające do czynu z powodu ich boskiej właściwości i piękna samego w sobie. Taki człowiek dąży do osiągnięcia dóbr poznawalnych umysłem, żyje życiem prawdziwego obywatela i wychowawcy. Tak wypowiada się w Państwie mówiąc, że na czele miast stawia filozofów, aby kiedyś pozbyły się one wszelkiego rodzaju zła, i że żadne miasto nigdy nie zazna szczęścia, jeśli nie stworzą mu wzoru ci ludzie, którzy posługują się boskim wzorcem.

Cóż to za rodzaj wzoru? Biorąc miasto i obyczaje mieszkańców, jakby płótno malarskie, filozofowie wpierw oczyściliby je, potem naszkicowali formę rządów, a następnie uściślaliby często, patrząc z dwóch stron na to, co jest z natury sprawiedliwe, piękne, mądre i ma wszystkie tego rodzaju zalety, oraz na wytwory rąk i umysłów ludzkich, jak to mówi Homer: „rzecz boska jest podobna do boga"; filozof raz coś usunie, raz znowu doda i będzie to czynił tak długo, aż ludzkie obyczaje uczyni najmilszymi dla bogów.

Taki oto jest artysta - twórca zasad obowiązujących w państwie: człowiek, który kocha chłopców miłością filozoficzną, czyli ten, kto rządzi państwem w duchu kontemplacyjnym. Chłopiec piękny w swej wrażliwości tak jak jego mądry doradca i wychowawca we wrażliwości - to umysł. Jest nim również ten mąż, który kieruje się tylko umysłem w mądrej pogardzie sprawami tego świata i głosi prawdziwą filozofię, to znaczy całkowicie prostą i wolną od kuglarstwa. Właściwa nam wrażliwość usiłuje wywołać w nas jakiegoś rodzaju zachwyt i przekonać rozum, by każde dobro materialne przyjął jako swoje własne. Ten, kto podporządkowuje rozumowi swoje doznania zmysłowe, jest człowiekiem obdarzającym chłopców miłością filozoficzną, najlepiej zabezpieczonym przed błędnym postępowaniem w sprawach uczuciowych; oznacza to, że posiada umysł kontemplacyjny, nie lubi przedstawiać poglądów prywatnych i publicznych i nie usiłuje poprawiać obyczajów ludzi tak długo, aż sprawi [465a], że staną się one w miarę możliwości miłe dla bogów. To bowiem, co widzi tam, u bogów, jako artysta-twórca pragnie, kierując się boskim wzorcem, zastosować gdzie indziej i w niczym nie ustępować pierwszemu filozofowi w kwestiach rozumu; jest on, jak się wydaje, lepszy od niego w swej życzliwości do ludzi tak, jak ten pierwszy góruje nad nim w działaniu dla własnej korzyści. Takie więc różnice zachodzą między nimi: z jednej strony występuje prawdziwy filozof, który nie ma żadnych potrzeb i nie troszczy się o sprawy ludzkie, z drugiej - filozof zakochany, to znaczy życzliwy wobec człowieka i mający zaprowadzić ład wśród swych bliskich. Zresztą, ponieważ wyznają oni jedną i tę samą filozofię, mówi się, że zajmują to samo miejsce w zaszczytach i że jednocześnie wzlatują w górę, uważani za godnych tego wzlotu.

Z rozdziału dziesiątego księgi trzeciej

Nie na próżno, powiada autor, będą ustalone prawa dla ludzi, nie przypadkowo też został im dany rozum i możność rozważania, która ich temperuje. Modlitwa nie jest bezużyteczna, jeśli istnieje opatrzność, która kieruje sprawami ludzkimi i zgodnie z prawem i sprawiedliwością daje nam zapłatę za nasze decyzje. Tak więc jeśli te wszystkie rzeczy są konieczne, dobre i zbawienne, a porządek ustalony przez zapobiegliwe przeznaczenie nie uległ zniszczeniu, to ono właśnie kształci nas w tym, co zależy od nas, poprzez doświadczenia, które są od nas niezależne; oba pojęcia w większym stopniu wzajemnie się wzmacniają, niż znoszą. Jeśli bowiem istnieje opatrzność, to w konsekwencji muszą nam być pomocne: prawa, procesy myślenia, częste modlitwy. Gdyby jednak opatrzności nie było, to wszystko byłoby nie tylko pozbawione najmniejszego sensu, ale w ogóle nie mogłoby istnieć. Dlatego to, co zależy od nas, pociąga za sobą myśl o opatrzności, a opatrzność domaga się myślenia o tym, co od nas zależy. Nasza wolna wola potwierdza pojęcie sprawiedliwego przeznaczenia, a przeznaczenie wzmacnia pojęcie naszej wolnej woli. Jeśli zatem naszą wolność skierujemy ku Bogu, czystą i zgodną z rozumem, przestrzegając praw, zanosząc modły, odnosząc się z szacunkiem do dobrej woli, czuwając stale nad sobą, to dzięki temu osiągniemy najwyższe dobra. W przeciwnym razie będziemy znosili ogromne cierpienia jako zadośćuczynienie, które uwolni nas od kar za grzechy, i przez doświadczenie ponownie nauczymy się naszych powinności. We wprowadzaniu w czyn dobrych, szlachetnych zamiarów i oczyszczeniu się ze złej woli, największy pożytek przynosi nam modlitwa, prawo, rady i wszystkie tego rodzaju rzeczy, które kierują naszą myśl ku porządkowi, zgodzie i posłuszeństwu wobec Boga.

Nasza wolna wola, powiada autor, nie jest tak silna, by sama, własnymi aktami działania mogła zmienić cokolwiek, co istnieje albo powstaje. Gdyby tak nie było, to nie [465b] tylko istniałoby tyle światów i rodzajów życia, ilu jest ludzi - ponieważ wola jednego człowieka różni się od woli drugiego i nie wszyscy chcemy tego samego - lecz także powstałaby taka sytuacja, że indywidualne akty woli - gdyby mogły działać skutecznie i tworzyć substancje - zmieniłyby wszystko, co istnieje, wprowadzając zamieszanie, jakie powstałoby w wyniku różnych, zmiennych impulsów woli jednostek ludzkich. Dlatego jest rzeczą logiczną, że siła wolnej woli człowieka, bardzo zmiennej i efemerycznej, jest w ogóle niezdolna do stworzenia lub dokonania zmiany czegokolwiek bez pomocy z zewnątrz; przecież, mówi dalej autor, wola człowieka nie zmienia istniejących stworzeń, gdyż czuwa nad nimi prawo boskie, a ono nie wprowadza zmian do żadnego stworzenia, które przychodzi na świat, jest cząstką energii kosmicznej i współdziała z nią.

Wola ludzka nie ma nad niczym władzy, chyba że nad samą sobą, kiedy chce udoskonalać się lub zejść niżej na skutek swego postępowania; może również osądzać tylko to wszystko, co istnieje, przyjmować to, co się zdarza, i w ten sposób nabywa cnoty lub popada w zło przez swoje dobre lub złe uczynki popełniane w działaniu. Wolność naszego postępowania wykazuje dobitnie, że tylko jedna rzecz zależy od nas, mianowicie możliwość zmieniania nas samych zgodnie z naszym upodobaniem, ale już ciało, w które jest obleczona dusza, czy rzeczy zewnętrzne, nie wchodzą w zakres tej wolności. Jeśli natomiast to, co uważa się za zależne od nas, opuszcza byt, w którym istnieje, i przechodzi w pewnym sensie na jakiś zupełnie inny obszar, usiłowałoby doprowadzić do tego, żeby inne elementy stały się zależne od niego, na przykład ciało, posiadanie dóbr, natrafiłoby na tysiące przeszkód. Dzieje się tak dlatego, że sprawy nie układają się w taki sposób, jak to sobie człowiek założył, i potrzeba byłoby ogromnej liczby ludzi, którzy by współdziałali, do realizacji jakiegokolwiek zamierzenia. Jeśli nie spotyka nas jakaś przeszkoda, jeśli wszystko układa się na naszą korzyść, to dzieje się tak nie zależnie od nas, lecz w zależności od jakiegoś innego większego planu, który wypływa z porządku rzeczy i jest wynikiem, jak mówią, realizacji przeznaczenia będącego decyzją Bożą w sprawach niezależnych od nas, dla sprawiedliwego wynagrodzenia nas za to, co od nas zależy. Dusza ludzka nie zostaje pozbawiona wolności z tego powodu, że Bóg nie zajmuje się tym, co jest poza sferą tej duszy i co przeznacza każdemu według jego zasługi i jego uczynków. Przeznaczenie wypływające z opatrzności wymaga od nas przede wszystkim dobrowolnego działania na rzecz cnoty lub zła; inaczej mówiąc, nie będzie sprawiedliwego rozdzielania nagród i kar, które by nie brało naszej wolności za punkt wyjścia.

Na końcu Timajosa - powiada autor - Platon, dyskutując o dolegliwościach cielesnych, zabrania pochopnego stosowania przeczyszczeń leczniczych, gdyż powinno się czekać na naturalne dojrzewanie [466a] chorób, nie powinno się natomiast mnożyć chorób przez ich gwałtowne przerywanie za pomocą lekarstw. Tak rozwija on naturalny ciąg swego wykładu i unaocznia, że istnieje ustalony przez naturę czas choroby odpowiadający ustrojowi żywych organizmów, które w momencie powstawania otrzymały wyznaczony czas życia, określony dla każdego gatunku. Tak więc koń żyje najwyższej tyle lat, ile mu wyznaczono, wół także, i tak samo poszczególny gatunek zwierząt; na przykład wół może żyć dziesięć lat, jeśli nie stanie temu na przeszkodzie jakiś drapieżnik albo inna zewnętrzna przyczyna nie pozbawi go życia przed czasem. Każdy bowiem gatunek ma wpisaną sobie przez naturę granicę czasu, do której jego organizm może żyć, ale nie może jej przekroczyć i funkcjonować dalej.

A jednak sprawa ma się całkiem inaczej; nie wszystkie istoty żywe osiągają ustalony dla ich gatunku kres życia, a to na skutek gwałtownych napaści i przemocy z zewnątrz, które opatrzność, powiedzmy, przeznaczyła nam, a które zwierzętom przydarzają się zupełnie przypadkowo. Zwierzęta i rośliny nie mają określonego koniecznością czasu śmierci w przeciwieństwie do ludzi, którzy posiadają zasługi dzięki swej duszy; zwierzęta i rośliny bowiem prowadzą inny niż my tryb życia. My z postanowienia bóstw - naszych sędziów - według zasług każdego z nas w istnieniach poprzednich otrzymujemy życie, w którym zawiera się wszystko: przynależność rodowa, miasto, ojciec, matka, chwila poczęcia, kształt ciała, droga życia, różne wypadki wpisane w nasze życie, rodzaj i moment śmierci. Na straży tego, co nam przeznaczono, stoi nadzorca odpowiedzialny za spełnienie się naszego losu, a jest nim bóstwo, które ten los ustanowiło. Niczego podobnego nie dostrzega się u zwierząt. To, co jest właściwe dla bytu istot rozumnych, jest zupełnie obce naturze zwierząt.

Niesłusznie zatem uważa się, że zarówno istoty rozumne, jak i nierozumne zasługują na posiadanie jednej i tej samej opatrzności, ale zwierzęta przez fakt zachowywania przy życiu ich gatunku także mają opatrzność, która im zupełnie wystarcza, (nie posiadają bowiem w sobie pierwiastka nieśmiertelności ani tego, co zawsze istnieje niezmienne). My natomiast, jeśli nie będziemy, wszyscy razem i każdy z osobna, przedmiotem działania opatrzności w tym sensie, że nie ma niczego, co by nie było przez nią wpisane w nasze życie, to także nie zaznamy z jej strony żadnej troski o nas. Godzi się zatem, żeby istoty, stworzone przez Demiurga w określonej liczbie, żyły zgodnie z ustalonym przez Niego przeznaczeniem, spełniały je, i żeby wszystkie one i każda z osobna miały prawo do swej własnej opatrzności. Demiurg nie stworzył jednej duszy, z której każdy z nas otrzymuje przypadkową cząstkę, po to by ponownie [466b] połączyła się ona i zmieszała z całością; wręcz przeciwnie, stworzył każdą duszę ludzką wpisując ją w ustalone dla niej granice. Dlatego właśnie każda dusza posiada swoją własną opatrzność, sąd, karę, oczyszczenie, czas narodzin, udział w życiu, koniec życia nie będący dziełem przypadku, a po śmierci własną drogę do Hadesu, dokąd poprowadzi ją to bóstwo, któremu zostało powierzone nasze życie.

Jeśli chodzi o pozostałe istoty żywe i rośliny, to nasze postępowanie, niezbędne potrzeby wzajemnego pożerania się, różnego rodzaju wypadki losowe zmuszają je wszystkie do wyniszczania się bez ładu i ograniczenia, wcześniejszego od naturalnej ich śmierci; ponadto nie ciąży nad nimi żadna kara związana z poprzednim istnieniem, tak że nie muszą one oczekiwać sądu z tytułu tego, co robią albo czego zaznają w obecnym życiu. Co do ludzi, to nakazy opatrzności, decyzje bóstw, losy życia, kary za dawne wykroczenia szczególnie wpływają na czas i rodzaj naszej śmierci; tak że to, co wynika z wyboru bądź dzieje się pozornie przypadkowo, składa się na przeznaczenie każdego człowieka, powoduje zasłużoną karę, gdyż dawne czyny zawsze dają ich sprawcom powód do uznania zbiegu okoliczności; to, co zależy od nas, powoduje sytuacje od nas niezależne, dlatego że decyzjami człowieka kierują prawa przeznaczenia, które Demiurg ustalił dla dusz ludzkich.