Teologia Platona

Total votes: 1750

Rutilius i Zaratustra

Platon słusznie uważany jest za wielkiego mędrca i nauczyciela cywilizacji Zachodu. Nie oznacza to jednak, że każdy pomysł tego mistrza należy przyjmować jako prawdę objawioną. Sam pozostawił nam swe dzieła w formie dialogów, w których przedstawia rozmaite stanowiska, często ścierające się ze sobą tak, że nie zawsze wiadomo nawet, które sam autor podzielał. Sądzę więc, że nie obrazi się, jeśli pewne jego poglądy poddam tu krytyce.

Jednym z najważniejszych, a na pewno najbardziej wpływowym dziełem Platona jest Państwo. Z punktu widzenia socjologa jest to dzieło genialne i w wielu aspektach nadal aktualne, otwierające oczy na wiele procesów społecznych. Tym razem jednak chciałbym spojrzeć na to dzieło z nieco odmiennej perspektywy: interesuje mnie sposób, w jaki Platon rozumiał mit i na ile jego rozumienie jest pomocne nam, współczesnym poganom.

Mit u Platona pojawia się w kontekście problemu odpowiedniego wychowania młodzieży z zamiarem ukształtowania ich na odpowiedzialnych za państwo strażników. Jednym z narzędzi takiego wychowania są właśnie mity, które Platon już na wstępie nazywa opowiadaniami fałszywymi (w przeciwieństwie do prawdziwych, przez które rozumie, jak można się domyślać np. historię; por. s.72). Dla Platona zatem mity, to opowieści ułożone przez poetów, takich jak „Hezjod i Homer opowiedzieli a i inni poeci też. Oni przecież ludziom fałszywe mity ułożyli, opowiedzieli i opowiadają je dalej” (s.73). Dlaczegóż Platon uważa mity za fałszywe? Powiada: „przede wszystkim największa nieprawda i dotycząca istot największych. Nieładnie nakłamał ten, co ją opowiedział, jak to sobie Uranos poczynał, jak o nim powiada Hezjod, i jak się znowu Kronos na nim pomścił. A znowu czyny Kronosa i to, co mu syn zrobił – nawet gdyby to była prawda – to nie uważałbym, żeby to należało tak sobie opowiadać ludziom głupim i młodym, tylko najlepiej to przemilczeć, a gdyby już jakoś trzeba było o tym mówić, to tylko pod osłoną największej tajemnicy i niechby tego słuchano jak najmniej osób, po złożeniu ofiary nie z wieprza, ale z czegoś wielkiego i co by trudno było dostać, aby liczba słuchających była jak najmniejsza.”(s.73)

Z powyższego fragmentu zaczyna się pomału wynikać źródło stanowiska Platona. Mity są fałszywe, po przedstawiają Bogów dokonujących czynów, których ludziom się zabrania. Dwuznaczna jest jednak kwestia, czy sama treść mitu zawsze jest fałszywa, jak - zdaniem Platona - w kolejnym przypadku. Nie podobają się mu mianowicie mity opowiadające, jak „bogowie z bogami wojny toczą i nastaje jeden na drugiego – bo to nawet nieprawda” (s.74), albo „jak tam syn Herę skrępował i jak ojciec rzucił Hefajstosem, kiedy ten matki chciał bronić, bo ją ojciec bił, i te walki bogów, które Homer opiewał – tych nie trzeba dopuszczać do miasta - czy tam będą pomyślane jako przenośnie, czy bez przenośni. Bo młody człowiek nie potrafi ocenić, co jest przenośnią, a co nie, a co w tym wieku weźmie w siebie jako pogląd, co się lubi przyczepiać tak, że później ani tego nie zmyjesz, ani nie przestawisz” (s.74).

Innymi słowy, zdaniem Platona, mity powinny zawierać wzory, czyli przedstawiać Bogów jako ideały: bóg nie może być żadnego zła przyczyną – dla zła należy wymyślić inne źródło, gdyż Bóg ma być tylko przyczyną szczęścia i powodzenia (75), Bóg zawsze postępuje sprawiedliwie, nigdy nie zmienia ani nie przybiera kształtów, jest niezmienny, gdyż to, co doskonałe może zmieniać się tylko na coś gorszego, a zatem sam Bóg zmienić by się nie chciał. Bogowie nie mogą tez kłamać czy w jakikolwiek sposób mieć styczność z fałszem (79-80). Oczywiście Bogowie, jakich znamy z mitologii nie przystają do ideału Platona, podobnie zresztą jak Bogowie jakichkolwiek realnych religii.

Sądzę, że Platon popełnił tu błąd na dwóch poziomach. 1) rozumienia Bogów, 2) rozumienia mitów.

Platon, jak wiadomo wyszedł od problemu wielkiej sprzeczności do jakiej doszła filozofia grecka między eleatami i Heraklitem.

Pierwsi za punkt wyjścia obrali teorię, czystą logikę, z której wynika, że „byt jest, a niebytu nie ma”. Zdanie to wydaje się oczywiste, jego fałsz zobaczymy dopiero, gdy wyciągniemy wszystkie konsekwencje. Skoro tylko byt jest a niebytu nie ma, to może być tylko jeden byt, gdyż wszystko co nim nie jest musiałoby być czymś innym niż bytem, a zatem – niebytem, czyli nie istniejącym. Skoro tylko byt jest, nie może się też zmieniać, gdyż musiałby się zmienić w coś, czym nie jest, a nie jest niebytem, a niebytu nie ma, a zatem byt nie może się zmieniać. Szalone? A jednak eleaci całkiem serio te poglądy utrzymywali i logika zdaje się za nimi stać.

Drugim stanowiskiem było stanowisko Heraklita, wychodzące od świadectwa zmysłów i starające się zrozumieć to, co zmysły przedstawiają. Jego wnioski były skrajnie przeciwne. Nie tylko uchwycił, że wszystko się zmienia, ale starał się zrozumieć mechanizmy tych zmian.

Platon nie potrafił żadnemu z tych stanowisk odmówić słuszności. Za każdym stały mocne racje, pozostawało więc je pogodzić. Niestety, Platonowi nie przyszło do głowy skonstruowanie takiej logiki, która by się nie kłóciła ze zmianą i mnogością bytów. Rozwiązanie Platona było proste, a jednocześnie nie pozbawione pewnego uroku, spod którego do dziś wielu nie potrafi się wyzwolić: skoro po jednej stronie mamy zmysły, po drugiej logikę, a ich świadectwa wydają się sprzeczne, to tak naprawdę istnieją dwa światy: świat zjawiskowy, w którym rację mają zmysły i świat idei, w którym rządzi logika.

Jak się łatwo domyślić z powyżej cytowanych fragmentów, to w tym drugim świecie Platon umieścił Boga. Chociaż, co wychwycili chrześcijanie, swą koncepcją wkroczył już na równię pochyłą ku monoteizmowi. W logice eleatów nie ma miejsca na wiele bytów.

W rzeczywistości, to co uprawiał Platon nie było teorią Boga, ale teorią bezosobowego Absolutu. W odniesieniu do Absolutu żaden komplement nie jest przesadzony, można mu przypisać wszystkie zalety. Jednocześnie odejmuje mu się jednak wszelkie podobieństwo do człowieka.

A jednak, gdy przyjmiemy, że Bogiem, stwórcą świata jest taki Absolut, popadamy w masę sprzeczności (dobroć Boga a zło świata, itd.), które w gruncie rzeczy są tylko nową odsłoną sporu między Heraklitem a eleatami.

Z tego punktu widzenia obraz Bogów, jaki przedstawiają mity okazuje się bardziej zgodny z rzeczywistością, jaką obserwujemy wokół siebie. Ale właśnie mitów Platon nie potrafił zrozumieć. Swoją drogą to zaskakujące, skoro sam posługiwał się niejeden raz mitem. Ale dla niego mit to tylko narzędzie dydaktyczne, nie źródło wiedzy. Nie mógłby być czym innym, skoro jest według niego jedynie wymysłem poetów. Dlatego skupił się wyłacznie na jego dosłownym znaczeniu, które skrywa faktyczną wiedzę.

W rzeczywistości poeci nie wymyślili mitów, co najwyżej rozwijali je nadają bardziej artystyczną formę. Mity rodziły się długo, ale byłby przekazywane dlatego, że ludzie (plemiona, lud) odczuwały głęboko w sobie ich wartość. Nawet jeśli nie potrafili tego wyrazić, wyciągnąć wszelkich sensów, oddzielić tego, co wytworem fantazji od mądrości.

Platon odrzucił mit, gdyż pojęcie Bogów jakie musiałby pod ich wpływem ukształtować dalekie było od eleackich bajań o doskonałości, jedyności i niezmienności.

Bogowie są różni, nawet jeśli drogą analizy można rozpatrywać ich jako wcielenia bardziej ogólnych mocy, to właśnie to, co ich od siebie odróżnia, konkretna, empirycznie przejawiająca się w świecie ludzi i przyrody postać, kombinacja właściwości jest tym, co dla ludzi istotne. Nie wiemy, czy te bardziej ogólne moce, czy właściwości realnie istnieją, może z prabytu wyodrębniły się już ich kombinacje w postaci konkretnych Bogów? To, że Bogowie istnieją, wiemy, gdyż właśnie te archetypy rozpoznajemy jako niezależne siły w osobowościach ludzi, w kulturze, społeczeństwie. To one nami rządzą, to z nimi musimy się liczyć. Bogowie nie są dobrzy, nie są też źli. Są sobą i w tym byciu sobą są doskonali, a nie w niezmienności czy etycznej prawości. Jak o tym pisali Oribasios i Zaratustra w tekście o moralności Bogów przymierzanie do Bogów ludzkich norm moralnych jest wielkim nieporozumieniem. W upowszechnieniu tego nieporozumienia pewien udział miał też Platon. Czy deszcz jest dobry, albo zły? Czy słońce jest dobre albo złe? Kto chwile pomyśli, musi przyznać, że pytanie to ma sens tylko, gdy odniesiemy je do ludzi. Deszcz jest dobry dla ludzi, gdy jest umiarkowany, podobnie słońce daje zbiorom życie, ale potrafi je też wypalić do ziemi. Dlaczego tak trudno rozumowanie to przenieść do świata ludzi? Czy wojna jest zła? Zawsze? A wojna jest po prostu wojną, ma swoją mroczna stronę, która dzisiaj przede wszystkim rzuca nam się w oczy, ale przecież to dzięki wojnie rozproszone barbarzyńskie plemiona zjednoczyły się w większe całości i stworzyły pierwsze państwa. Bez władzy społeczeństwa ludzkie rozpadłyby się, albo przegrały walkę z innymi, skutecznie rządzonymi. A czy miłość jest dobra, zawsze? Nawet jeśli małżonek zakocha się w sekretarce, i zniszczy małżeństwo? Czy więc tak trudno zrozumieć, że różne elementy, aspekty naszego życia muszą pozostawać w relacjach pełnych napięcia, że dopiero harmonijne ułożenie relacji między nimi, nadani ich współistnieniu określonej formy daje ład społeczny. Te same siły występują również w ludzkiej osobowości i również tu trudno mówić o szczęściu, gdy jedna nie jest w jakiś sposób ograniczana i harmonizowana przez inną.

Tylko nieistniejący Bóg może być dobry. Realni Bogowie są ponad dobrem i złem. Z punktu widzenia nas, ludzi, każdy ma stronę dobrą – gdy ujawnia swą moc w harmonii z innymi i stronę złą, gdy działa samotnie.

Czy Bogowie są niezmienni? Z całą pewnością nie w sensie nieporuszoności, przecież inaczej nie mogliby działać. Ich działanie, zwłaszcza w przedludzkim świecie natury nie jest arbitralne, ale podporządkowane prawom. W świecie ludzi nie dokonuje się bez ich udziału, a w psychice bez udziału wrodzonych naturalnych talentów.

W jednym można przyznać autorowi Państwa rację. Mity w swej warstwie zewnętrznej mogą umysłom nieokrzesanym nastręczać problemów. Ale zamiast je eliminować, należałoby raczej dając mit dawać sposoby jego interpretacji, uczyć czerpania z nich mądrości.